Sesja plenerowa | Julia & Karol | Sesja ślubna z końmi
Wszystko zaczęło się od koni
Julia jako nastolatka wyjechała ze Śląska nad morze, do szkoły z internatem, w której mogła uczyć się opieki nad końmi. Daleko od domu, ale blisko tego, co kochała najbardziej.
To właśnie tam, na jednym z festynów, poznała Karola. Konie były w jej życiu wcześniej niż on, więc Karol od początku wiedział, z kim będzie się nią dzielić.
Nie mogło być inaczej: konie musiały stać się motywem przewodnim tej sesji. Tak powstała nasza sesja ślubna z końmi.
Ona w siodle jak w domu
Julia wsiadła na konia w ślubnej sukni tak naturalnie, jakby robiła to codziennie. Tiul spływał po boku wierzchowca, a ona spokojnie prowadziła go po łące, rozmawiając z nim półgłosem.
Karol dotrzymywał jej kroku na drugim koniu, w kamizelce i z muchą pod szyją. Widać było, że przez lata nauczył się tego świata razem z nią, a przy okazji rozśmieszał ją za każdym razem, gdy nasz kadr robił się zbyt poważny.



Stajnia w Sosnowcu
Na plener wybraliśmy stajnię w Sosnowcu: padok z białym ogrodzeniem, piaszczysty plac, zielona łąka i brzozy, które pod wieczór pięknie łapią światło. Do tego dwa spokojne, zadbane konie, które cierpliwie znosiły szelest tiulu i nasze prośby o „jeszcze jedno ujęcie”.
Takie miejsce daje ogromną swobodę. Można przejść od zdjęć w siodle, przez spacer z końmi przy boku, po portrety przy ogrodzeniu, i ani razu nie zmieniać lokalizacji. To jeden z tych plenerów ślubnych w Sosnowcu, które zostają w pamięci na długo.

Gorący sierpniowy wieczór
Był sierpień i bardzo ciepły dzień, więc umówiliśmy się na późne popołudnie. Z każdą minutą upał łagodniał, konie stawały się spokojniejsze, a światło coraz cieplejsze.



Zachód słońca nad padokiem
Najpiękniejsze kadry przyszły na sam koniec. Słońce zeszło nisko nad linię drzew, a welon Julii, porwany przez wiatr, rozświetlił się jak złota mgła.
Pocałunki pod welonem, sylwetki koni pod światło i długie cienie na łące. Tego nie dało się zaplanować co do minuty, mogliśmy tylko być gotowi.


Przy białym ogrodzeniu
Ostatnie zdjęcia zrobiliśmy już bez koni, przy białym płocie padoku, kiedy dzień powoli gasł. Na pustym placu zostały tylko ich dwie sylwetki w ostatnim świetle.













































